#3 mit – czyli zanim uzyskam wyrok zdążę się zestarzeć.

Bartłomiej Barańczuk        08 grudnia 2014        Komentarze (1)

Ostatnio wpadł mi w ręce pewien artykuł, w którym autor „rozwodził się” na temat rozwodu kościelnego – Ty już wiesz, że rozwodów kościelnych nie ma, jednak jeżeli zaglądasz tutaj pierwszy raz, to polecam Ci #1 :).

Jeden z akapitów tego tekstu szczególnie przykuł moją uwagę.

Przedstawiony tam został pogląd jakoby całe postępowanie o stwierdzenie nieważności małżeństwa trwało przynajmniej 10 lat – co oczywiście, pomijając wyjątki, nie jest prawdą. Nie jest to jednak nowość. Niejednokrotnie wielu dziennikarzy, przede wszystkim mediów świeckich, poruszając tematykę  „rozwodów kościelnych” nie przedstawiają realnego czasu trwania takich spraw, a wręcz przeciwnie- podkreślają wydumany problem długotrwałych procesów, co tak naprawdę mija się z rzeczywistością.

Powstaje pytanie, jak to wygląda w praktyce? Odpowiem Ci szczerze i bardzo prawniczo – to zależy 🙂

W takim wypadku co przeważnie wpływa na czas rozpatrywania sprawy?

1. Obłożenie danego sądu.

Do niektórych sądów kościelnych w Polsce każdego roku wpływa po kilkaset nowych spraw. Mało tego, często sędziowie orzekają zarówno w sprawach pierwszej, jak i drugiej instancji. Z tego tytułu wpada im do rozpatrzenia kolejnych „kilka” spraw. Dlatego pierwszym powodem wydłużenia postępowania jest kolejka, w której oczekuje Twoja sprawa zanim zostanie rozpatrzona. Przy czym pamiętaj, że w każdym sądzie ma ona inną długość.

2. Zapracowani biegli.

W przeważającej liczbie rozpatrywanych spraw przeprowadzany jest dowód z opinii biegłego psychologa, psychiatry czy też seksuologa. Biegłym w procesie o stwierdzenie nieważności małżeństwa nie może jednak być każdy Kowalski, który posiada odpowiednie uprawnienia zawodowe. Powołany zostanie tylko Nowak, który został najpierw zatwierdzony przez Wikariusza  Sądowego (inaczej również nazywanego Oficjałem Sądu). Jak się domyślasz, liczba tych osób jest ograniczona, a tym samym trochę czasu mija zanim sporządzą oni opinię w Twojej sprawie. Z doświadczenia jednak wiem, że dla dobrze sporządzonej opinii warto uzbroić się w cierpliwość.

3. Nieudolne działanie stron w trakcie postępowania.

Tutaj można wyciągnąć pełen wachlarz zagrań procesowych, które wpływają na przewlekanie postępowania. Wymieńmy jednak dwie najpopularniejsze: złożenie przez stronę powodową niekompletnej skargi powodowej; niestawienie się na przesłuchanie stron lub świadków we wskazanym terminie (rozumiesz, że skoro jest dużo spraw to na nowy termin przesłuchania trzeba trochę poczekać – wbić się w kalendarz sędziego).

4. Sprawa nie kończy się w II instancjach.

Zasadniczo kodeks prawa kanonicznego obowiązkowo wprowadził dwie instancje postępowania. Sprawę uznaje się za zakończoną jeżeli zapadły dwa takie same wyroku w Twojej sprawie (np. ważnie zawarte – ważnie zawarte lub nieważnie zawarte – nieważnie zawarte).  Istnieje więc również możliwość – co nie jest wcale rzadkością – krzyżowego wydania wyroków w dwóch instancjach (np. ważnie zawarte – nieważnie zawarte). W tym przypadku stronie przysługuje apelacja do Trybunału Roty Rzymskiej, który jest jednym z trzech trybunałów w Kurii Rzymskiej. W tym przypadku Twój proces może trwać te 10. lat, o których traktował artykuł do którego odnosiłem się na wstępie – ale w zasadzie, z bardzo nielicznymi wyjątkami, tylko w tym.

To ile co do zasady trwa proces?

Nie da się określić jednoznacznie. Jednak z mojego doświadczenia, przeciętnie proces łącznie w dwóch instancjach trwa około 3 lata. Aby skonkretyzować, dla przykładu wskażę, że obecnie czas na rozpatrzenie sprawy w pierwszej instancji wynosi: w Sądzie Biskupim w Siedlcach –  ok. 18 miesięcy; w Sądzie Metropolitalnym w Warszawie – ok. 30 miesiący; natomiast w Sądzie Metropolitalnym w Lublinie od daty złożenia kompletnej skargi powodowej do daty wydania wyroku upływa, co do zasady 12 miesięcy (jednak jeżeli do tego doliczymy postępowanie w drugiej instancji – przy założeniu, że proces toczy się w trybie zwyczajnym – zaznaczając, że dla Lublina sądem drugiej instancji jest trybunał warszawski, to łącznie proces może potrwać ok. 3 lat)!

Pamiętaj, 3 – 4 lata to nie 10. 🙂

Dlatego mit trwania procesu o stwierdzenie nieważności małżeństwa przez 10 lat uważam za obalony!

Oj! Przecież autor artykułu pisał o rozwodzie kościelnym… a ja tutaj o stwierdzenie nieważności małżeństwa… no ale na rozwodach kościelnych się nie znam, więc nie pomogę. 😉

Pozdrawiam! 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 509 784 188e-mail: biuro@kancelaria-baranczuk.pl

#2 mit – unieważnienie małżeństwa kościelnego?

Bartłomiej Barańczuk        26 listopada 2014        Komentarze (0)

Pan Jan zdecydował się na skorzystanie z pomocy adwokata kościelnego. Umówił się na spotkanie. Zanim jednak do niego doszło, postanowił przeszukać internet wzdłuż i wszerz pod kątem swojego problemu. Dowiedział się, że nie ma rozwodu w Kościele. Dlatego też nie chcąc „strzelić gafy” w trakcie zasięgania porady nakreślił jedynie, że chce unieważnić swoje małżeństwo sakramentalne.

Widzisz. nasz pan Jan – choć zupełnie przypadkowo – pomylił ze sobą dwie instytucje. Nie można go za to ganić z dwóch względów. Po pierwsze nie jest specjalistą z zakresu prawa kanonicznego. Po drugie (i to jest ważniejsze) stwierdzenie nieważności małżeństwa na pierwszy rzut oka jest bardzo podobne, i często przez to utożsamiane terminologicznie, z instytucją występującą na gruncie kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, jaką jest unieważnienie małżeństwa.

Choć przy obu instytucjach, w trakcie postępowania sądy (zarówno świecki, jak i kościelny) badają czy przeszkoda, na którą powołuje się strona, występowała już w momencie zawierania małżeństwa, to jednak między postępowaniami występuje zasadnicza różnica – i nie jest nią forum, na którym rozpatrywana jest sprawa :).

Sąd świecki orzeka o unieważnieniu małżeństw wyrokiem, który ma przede wszystkim charakter konstytutywny, czyli tworzy nowy stan prawny. Wyrok ten wywiera skutki na przyszłość. Przykładowo między małżonkami ustaje wspólność majątkowa małżeńska, a sąd orzeknie o zniesieniu wspólności majątkowej i podzieli majątek; sąd rozstrzygnie również kwestie praw i obowiązków rodziców względem dzieci – podobnie jak przy rozwodzie.

Natomiast sąd kościelny w sprawach o stwierdzenie nieważności małżeństwa nie wydaje wyroku konstytutywnego, a jedynie wyrok deklaratoryjny – stwierdzający, że już w czasie zawierania małżeństwa istniała przyczyna, która spowodowała nieważność małżeństwa. Sąd stwierdza zatem, że nie zaistniał węzeł małżeński, choć pozornie, przez lata, zewnętrznie mogło się wydawać, że małżeństwo istniało. Trybunał kościelny jedynie potwierdza wyrokiem, że małżeństwo zostało zawarte w sposób niezgodny z prawem kanonicznym.

Widzisz, mimo, że nazewnictwo jest bardzo podobne, to jednak kryją się za nim dwie całkiem inne instytucje.

W prawie kanonicznym nie może istnieć unieważnienie małżeństwa. Wiązałoby się to bowiem z tym, że Kościół zgadzałby się, żeby jakieś małżeństwo funkcjonowało przez jakiś okres czasu, a następnie zostałoby unieważnione – co tak naprawdę przypominałoby rozwód.

Dlatego proszę Cię, nie używaj sformułowania unieważnienie małżeństwa, kiedy mówisz o małżeństwie sakramentalnym :).

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 509 784 188e-mail: biuro@kancelaria-baranczuk.pl

#1 mit – rozwód kościelny poproszę!

Bartłomiej Barańczuk        22 listopada 2014        Komentarze (0)

W ostatnim wpisie nakreśliłem Ci pokrótce na czym, polega mit rozwodu kościelnego. Dziś chciałbym tę myśl rozwinąć.

Może się teraz zastanawiasz: ale jak to nie ma rozwodu kościelnego?! Przecież mój najlepszy kolega Janek dostał! Podobne słowa usłyszałem niegdyś w trakcie jednej z rozmów ze znajomymi, przy tak zwanym „piwie”. Chcę Ci powiedzieć, że ta reakcja nie była dla mnie niczym nowym.

Jeżeli pojawiło się w Twojej głowie podobne pytanie, to odpowiem na nie mniej więcej tak, jak zrobiłem to wtedy.

Słuchaj, ale Janek nie mógł dostać rozwodu kościelnego, bo taki sposób rozwiązania małżeństwa sakramentalnego w Kościele nie istnieje. Ba! W Kościele małżeństwa sakramentalnego w ogóle nie można rozwiązać*. 🙂

Dlaczego tak jest? Z czego to wynika?

Zacznijmy więc od początku :).

Spójrz w przeszłość. Stoisz na ślubnym kobiercu wystrojona w piękną, wymarzoną suknię (no chyba, że jesteś mężczyzną, specjalnie na tę okazję poświęciłeś się i założyłeś garnitur lub frak)! Co wtedy ksiądz mówił do nowożeńców? Przypomnij sobie, jakie słowa wypowiadał kapłan po przysiędze?… No dobrze, pomogę Ci 🙂

„Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19, 6b).

Na tych słowach, zaczerpniętych bezpośrednio z Biblii, Kościół katolicki oparł normy prawne, które dziś są stosowane w sprawach małżeńskich.

Dlatego musimy stanowczo rozróżnić dwie całkowicie odrębne instytucje prawne jakimi są rozwód stwierdzenie nieważności zawarcia małżeństwa.

Rozwód cywilny (bo innego nie ma 🙂 ) polega na tym, że małżeństwo mężczyzny i kobiety, choć ważnie zawarte, zostaje rozwiązane na żądanie jednego lub obojga małżonków. Do jego orzeczenia wystarczy wykazanie, że między małżonkami nastąpił zupełny i trwały rozkład pożycia.

Stwierdzeniem nieważności małżeństwa nazywamy zaś potwierdzenie wyrokiem sądu kościelnego, że małżeństwo mężczyzny i kobiety faktycznie nigdy nim się nie stało. Aby to wykazać, musimy zatem poszukiwać pra przyczyny, która stała się powodem tejże nieważności. Zatem do uznania małżeństwa za nieważnie zawarte nie wystarczy żądanie jednego z małżonków (a nawet obojga) wydania przez sąd kościelny orzeczenia o odpowiedniej treści. W trakcie procesu należy zbadać bowiem, czy w okresie przed zawarciem ślubu występowała jedna z przyczyn, która świadczy o tym, że małżeństwo jest nieważne. Pamiętaj, że chodzi tutaj o sakrament, a nie umowę dwóch osób tak,  jak w przypadku prawa cywilnego.

Jak widzisz, mit o nazwie rozwód kościelny został obalony! 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 509 784 188e-mail: biuro@kancelaria-baranczuk.pl

Obalanie „mitów”, czyli zacznijmy od początku

Bartłomiej Barańczuk        19 listopada 2014        Komentarze (0)

Moja praca polega na spotykaniu się ludźmi, rozmawianiu, doradzaniu, pomaganiu, szukaniu najlepszego rozwiązania. Każda sprawa jest inna. Ma inne zabarwienie. Na coś zupełnie innego trzeba zwrócić uwagę. Jednak mimo tego, że są to historie różnych ludzi, to przy pierwszym spotkaniu mają one jeden punkt wspólny.

Tym co scala, każdego z osobna i wszystkich razem, jest opieranie swoich wyobrażeń na temat stwierdzenia nieważności zawarcia małżeństwa na bardzo popularnych „mitach”.

„Mity” te mają się na tyle dobrze, że powoli zaczynają obrastać w legendy – wypierając tym samym z obrotu prawdę. Weźmy sobie taki – można by rzec podstawowy – mit, jakim jest rozwód kościelny. Krótko mówiąc jest on wszędzie i bije rekordy popularności. W swojej karierze zdobył już wiele nagród: pierwsze miejsce w wyszukiwarce internetowej, zawsze zajmuje zaszczytną pozycję w tytułach artykułów prasowych, lubi go również telewizja. A czy ktoś słyszał kiedyś o stwierdzeniu nieważności małżeństwa? 

Niby nie ma różnicy, ale czyżby na pewno? Jednak to jeszcze nie miejsce na głębsze rozważania na ten temat – o tym będzie później 😉

No dobrze. To skąd w ogóle biorą się te „mity”?

A no biorą się one z dwóch źródeł.

Pierwsze to nasza (jako ogółu katolików i niekatolików) bardzo niska znajomość prawa kanonicznego. Mogę rzec, że jest ona wprost porównywalna do mojej znajomości kinetyki – a wiedz, że fizyka nie była moją najmocniejszą stroną w liceum :).

Jednak chcę Cię uspokoić, właśnie po to założyłem bloga. Także zakładam, że to pierwsze źródło za jakiś czas wyschnie, a jego miejsce zajmie nowe pełne życia! 🙂

Drugie natomiast jest pośrednio powiązane z pierwszym. Polega ono bowiem, na naszym utożsamianiu prawa kanonicznego z prawem świeckim (w którego skład wchodzi również prawo cywilne). Dlatego też ludzie skoro wiedzą, że jest rozwód cywilny, to na zasadzie odbicia lustrzanego, szukają podobnej instytucji w prawie kościelnym. Gdy uda im się już ją znaleźć (przeważnie w internecie), to nie wiedzą jak ją nazwać, gdyż nie mają wiedzy – patrz źródło pierwsze. Poza tym znaleźli je już, jakoś tam nazwane, więc automatycznie uznają tę nazwę za prawidłową.

Dostrzegasz nadzieję? Wiem, że tak :)i to źródło wynika bowiem z pierwszego! 🙂

Wiedz, że „mitów” jest wiele, a ja specjalnie dla Ciebie postaram się je obalić jeden po drugim.

Co więc musisz zrobić, aby przestać żyć legendami takimi jak rozwód kościelny? Recepta jest prosta – czytaj bloga! 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 509 784 188e-mail: biuro@kancelaria-baranczuk.pl

Zaczynam spełniać marzenie!

Bartłomiej Barańczuk        18 listopada 2014        Komentarze (0)

Witaj serdecznie na moim blogu.

Jeśli potrzebujesz pomocy przy stwierdzeniu nieważności zawarcia małżeństwa w Kościele katolickim lub ktoś z Twoich bliskich ma podobną sprawę albo zwyczajnie interesujesz się tematyką prawa małżeńskiego – wiedz, że dobrze trafiłeś!

Skąd pomysł na prowadzenie bloga o tej tematyce?

Powiem Ci, że już na studiach zdałem sobie sprawę, że istnieje realna potrzeba niesienia pomocy z zakresu prawa kanonicznego – ze szczególnym uwzględnieniem prawa małżeńskiego. To właśnie wówczas pojawiło się marzenie stworzenia bloga o tej tematyce. Ponadto powiem Ci szczerze, że im dłużej pogłębiam swoją wiedzę z zakresu prawa kanonicznego, tym bardziej denerwuje mnie powszechne używanie nieprawdziwego zwrotu rozwód kościelny.

Dziś w tym miejscu, jako adwokat kościelny, zamierzam dzielić się z Tobą wiedzą praktyczną. Będę omawiał, w sposób zrozumiały, jak najbardziej jasny, poszczególne instytucje prawne. Chcę przybliżyć Ci zasady procesu kanonicznego o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Będę zwracał uwagę na to, co ważne, po to, aby Ci pomóc. Wierzę, że znajdziesz tutaj informacje, których szukasz, wpisując w wyszukiwarkę nieprawidłowy – choć bardzo popularny zwrot – rozwód kościelny.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 509 784 188e-mail: biuro@kancelaria-baranczuk.pl