„Rozwód dla katolika” – wywiad

Bartłomiej Barańczuk        05 marca 2015        9 komentarzy

Witaj!

Polecam Ci lekturę wywiadu, który przeprowadziła ze mną Mecenas Grażyna Tomanek. Sądzę, że będzie dla Ciebie bardzo interesujący 😉

 

http://pozeworozwodblog.pl/rozwod-dla-katolika

Pamiętaj rozwód i stwierdzenie nieważności małżeństwa (a nie rozwód kościelny!) to dwie całkiem inne rzeczy. 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 509 784 188e-mail: biuro@kancelaria-baranczuk.pl

Od czego zacząć?

Bartłomiej Barańczuk        03 marca 2015        Komentarze (0)

Witam Cię i zarazem przepraszam, że przez tak długi czas nic nie publikowałem. Wierz mi był to bardzo intensywny czas. Obiecuję się poprawić. 🙂

W ostatni weekend udało mi się odwiedzić moje ukochane góry! 🙂 W niedziele poszedłem na mszę do miejscowego, małego, drewnianego kościoła, którego proboszcz zdecydowanie sprawił na mnie wrażenie osoby, która ma poważanie i posłuch u swoich parafian. Gdy tylko to zauważyłem od razu przyszedł mi do głowy pewien problem, z którym stykam się co jakiś czas.

Jest nim wydawanie przez duszpasterzy (proboszczów, księży, zakonników) werdyktu, że dane małżeństwo jest nieważne – lub ważne – zanim jeszcze sprawa trafi do sądu kościelnego. W trakcie udzielania wstępnej porady prawnej często słyszę od klienta mniej więcej takie słowa: „ale Panie Mecenasie proboszcz mi powiedział, że moje małżeństwo jest nieważne”. A ja się pytam na jakiej podstawie wydał taki wyrok, który robi zainteresowanemu wielkie nadzieje? Jeszcze gorszym wyrokiem jest przedwczesne zdyskwalifikowanie czyjejś sprawy poprzez ocenę, że „w tym przypadku nie ma o co walczyć, bo małżeństwo zostało ważnie zawarte”.

Proboszcz, który nie ma wiedzy specjalistycznej na temat stwierdzenia nieważności małżeństwa, powinien po wstępnej rozmowie, w której poweźmie wiadomość, że jego parafianin żyje przykładowo w nowym związku niesakramentalnym odesłać go do sądu kościelnego lub do adwokata kościelnego, który jest najlepiej zorientowany w tych sprawach. Jestem nawet zdania, że w razie wątpliwości sam powinien zasięgnąć u adwokata kościelnego porady prawnej. Jak wskazuje Papieska Komisja ds. Rodziny, zadaniem duszpasterzy jest zachęcanie, udzielanie pomocy i mobilizowanie wiernych do wniesienia sprawy o nieważność małżeństwa do sądu kościelnego, a nie wydawanie prywatnych wyroków zanim jeszcze zostanie napisana skarga powodowa.

Dlatego też zachęcam Cię, abyś zaczął od porady prawnej zasięgniętej u osoby zorientowanej w kościelnych sprawach małżeńskich. Wierz mi, sprawy na pozór proste, okazują się być bardziej skomplikowane niż mogłoby się wydawać!

Pozdrawiam! 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 509 784 188e-mail: biuro@kancelaria-baranczuk.pl

Czy media zawsze mówią jak jest?

Bartłomiej Barańczuk        09 lutego 2015        Komentarze (0)

Wczoraj w głównym wydaniu popularnego programu informacyjnego zamieszczony został materiał filmowy, którego tytuł brzmi: Coraz więcej Polaków bierze „rozwód kościelny”. 

Dodam jeszcze, że materiał został o8a12530a-afbb-11e4-ac98-0025b511226epublikowany w niedzielę. Przypadek? Odpowiedzcie sobie sami 🙂

Jakich „grzechów” dopuścili się dziennikarze?

1. Pierwsze przekłamanie pojawia się już… w 7 sek. materiału. Redaktor wskazuje, że rozwód kościelny to procedura długa i trudna… Powtórzę, jak mantrę: nie ma rozwodu w Kościele. To fakt, procedura jest długa i trudna, ale procesu o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Szersze i jak najbardziej adekwatne ustosunkowanie znajdziesz  tutaj i tutaj.

2. Idziemy dalej – 10-13 sek. filmu: w ostatnich 10 latach, aż 3 krotnie wzrosła liczba unieważnionych małżeństw kościelnych… Czyżby? Nie sądzę. W Kościele nie unieważnia się małżeństwa, ale stwierdza, że od początku nie istniało! Pisałem już o tym tutaj.

3. Chwilę później redaktor pointuje: Kościół w tej sprawie też się powoli liberalizuje… Wiedz, że obecnie stosowane przepisy, dotyczące stwierdzenia nieważności małżeństwa, obowiązują od 1983 r. i od tamtej pory nie uległy zmianie. W takim wypadku, o jakim, rzekomym, liberalizmie Kościoła mówi redaktor? W mojej opinii obecnie mamy do czynienia, nie z liberalizowaniem się Kościoła, ale ze zwyczajnym wzrostem świadomości prawnej wiernych należących do tegoż Kościoła – a to dwie różne rzeczy.

4. W 48 sek. autorzy znowu, z uporem maniaka, wkładają odbiorcom do głowy, że jest rozwód kościelny.

5. Natomiast coś interesującego spostrzegłem w 50 sek. materiału. Narratorka wskazuje jest to już 3 razy więcej, niż 20 lat temu… Nie znam się na dziennikarstwie, ale coś mi tutaj nie pasuje. Przecież w 10 sek. – tego samego materiału – wskazano, że liczba tych rzekomych „rozwodów kościelnych” wzrosła w ciągu ostatnich 10 lat, a teraz już jest to okres 20 letni. To w jakim ostatecznie okresie liczba ta uległa wzrostowi? Nie wiem.

Jednak to nie wszystko.

6. Dalej w 1:10 min. słyszymy sąd biskupi rozłączył to co zgodnie z przysięgą małżeńską miało być nie do rozdzielenia. W tym miejscu autorzy pokazują, że kompletnie nie mają pojęcia, na jaki temat tworzą materiał. Choć może- w ich mniemaniu- mają i za wszelką cenę chcą przekazać to, że jest rozwód w Kościele? Sąd kościelny nie rozwiązuje węzła małżeńskiego. Sąd kościelny stwierdza, że węzeł ten nigdy nie powstał. Sąd kościelny wydaje orzeczenie deklaratoryjne, a nie konstytutywne. Więcej o tym pisałem tutaj.

7. Jednak to jeszcze nie koniec. 1:57 min. – znowu pojawia nam się nasz największy kościelny celebryta. Tak, mowa o rozwodzie kościelnym.

8. Wreszcie dobrnęliśmy do końca materiału. Wisienka na torcie. Odniesienie się do Synodu, który możliwe, że procedury ułatwi. Co to znaczy? Nikt nie tłumaczy, nikt tego nie wie. Jednak przekaz zdaje się być prosty: „o rozwód kościelny będzie jeszcze łatwiej, dostaniesz go w 15 minut”. Otóż muszę Ci powiedzieć, że tak nie będzie, a jak ma wyglądać uproszczenie procedury wytłumaczę Ci kolejnym razem.

* * * *

Ostateczny wynik zdaje się być imponujący. Niespełna 3 minutowy materiał zawiera w sobie przynajmniej 8 stwierdzeń, które można nazwać kłamstwem, półprawdą lub niedopowiedzeniem. Dziękuję. Nie mam więcej pytań.

Dostrzegam jednak w tym wszystkim coś dobrego. Widzisz, teraz mam pewność, że moja praca nie jest bez sensu. Dopóki ktoś będzie mówił półprawdy, dopóty ja będę z uporem maniaka mówił, jaka jest prawda 🙂

 

Fot. 1 – screen z materiału Fakty TVN.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 509 784 188e-mail: biuro@kancelaria-baranczuk.pl

Czy każdy prawnik to adwokat kościelny? – cz. 2

Bartłomiej Barańczuk        08 lutego 2015        8 komentarzy

Pan Nowak, gdy przeszukiwał wzdłuż i wszerz Internet, natknął się na witrynę sądu kościelnego swojej diecezji. Jakże wielkim zaskoczeniem była dla niego zamieszczona tam lista adwokatów kościelnych zatwierdzonych przez biskupa diecezjalnego do występowania we wszystkich sprawach znajdujących się we właściwości tegoż sądu. Nasz bohater bardzo się zaciekawił. Nie wiedział, że w ogóle funkcjonuje taki zawód – bynajmniej nikt wcześniej mu o adwokatach kościelnych nie wspominał. Postanowił szukać dalej. Chciał dowiedzieć się, kto może pełnić funkcję takiego „specyficznego” adwokata.

Czego dowiedział się nasz bohater? Jaki winien być adwokat kościelny?

  • po pierwsze pełnoletni i nienaruszonej sławy – wymóg pełnoletności pozostaje raczej zrozumiały. Zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że w pierwszej kolejności kandydat na adwokata kościelnego musi ukończyć pięcioletnie studia z zakresu prawa kanonicznego. Trudniej natomiast zweryfikować, co kryje się za formułą nienaruszonej sławy (bonae famae). Bez wątpienia jest ona bezpośrednio związana z osobą adwokata kościelnego, jego moralnością, sposobem prowadzonego życia, sprawiedliwością, uczciwością oraz pozytywnym zaangażowaniem w życie Kościoła. Osoba taka nie może swoim życiem prezentować wartości sprzecznych z nauczaniem Kościoła – np. adwokatem kościelnym nie będzie, chociażby najlepiej wykształcony kanonista (tak mówi się na absolwentów prawa kanonicznego), który żyje w nieuregulowanym związku – tj. w związku niesakramentalnym – konkubinacie.
  • nadto ma być katolikiem. Jest to zrozumiałe. Nie wyobrażam sobie adwokata kościelnego, który nie zna, nie rozumie i nie akceptuje nauki katolickiej – zwłaszcza odnoszącej się do katolickiego małżeństwa.
  • musi być doktorem prawa kanonicznego lub skądinąd prawdziwie biegłym w prawie kanonicznym. Widać, że przy spełnieniu wszystkich wyżej wymienionych przesłanek, są dwie możliwości uzyskania prawa do wpisu na listę. Pierwsza droga to posiadanie doktoratu z prawa kanonicznego. Druga możliwość to bycie prawdziwie biegłym, co w praktyce oznacza, że kandydat musi po zakończeniu studiów z prawa kanonicznego pozytywnie złożyć zawodowy egzamin licencjacki (w żadnym wypadku nie można mylić tego tytułu z popularnym licencjatem uzyskiwanym na polskich uniwersytetach po zakończeniu trzyletnich studiów I stopnia). Kolejno musi on wykazać się doświadczeniem zdobytym w sądach kościelnych. Ostatecznie brane pod uwagę są również kwalifikacje etyczne kandydata. Oceny, czy dana osoba spełnia wszystkie te wymogi, dokonuje biskup diecezjalny, a najczęściej delegowany przez niego wikariusz sądowy (oficjał sądu).
  • ostatecznie musi zostać zatwierdzony przez tegoż biskupa diecezjalnego. Po pozytywnym zweryfikowaniu tego, czy dany kandydat posiada wszystkie wyżej wymienione rekwizyty, biskup diecezjalny dokonuje zatwierdzenia. Aprobata może zostać nadana bezterminowo lub na oznaczony czas. Adwokat może zostać zatwierdzony do wszystkich spraw rozpatrywanych w danym sądzie lub tylko do konkretnej sprawy (ad causam). Należy pamiętać, że zatwierdzenie w jednym sądzie kościelnym nie uprawnia do występowania w trybunale innej diecezji – potrzebne jest odrębne zatwierdzenie.

Jak sam widzisz osoby, które zostają dopuszczone do reprezentowania praw swoich klientów w sądach kościelnych muszą przejść długą drogę, w trakcie której zdobywają nie tylko bardzo ważną wiedzę i doświadczenie, ale muszą nadto posiadać określone walory natury etycznej. Adwokat kościelny, to nie ta sama osoba co adwokat świecki. Nie ubiera się do sądu kościelnego na zielono, tudzież na niebiesko (jak widzisz, zdobycie przez konkretną osobę uprawnień do noszenia stroju zielonego lub niebieskiego, w żadnym wypadku nie uprawnia jej do występowania przed sądem biskupim ;D)

W takim wypadku, gdzie należy szukać specjalistów, żeby nie „naciąć się na pomoc” osób wykorzystujących niewiedzę zainteresowanych? Najprostszy sposób to odwiedzenie stron internetowych sądów biskupich. Tam w 90% wypadków zamieszczone są listy adwokatów upoważnionych do występowania we wszystkich sprawach toczących się przed tymi trybunałami. Jednak nie musisz ograniczać się wyłącznie do nich. Możesz wybrać sobie dowolnego adwokata kościelnego zatwierdzonego w innym sądzie, który może reprezentować Twoje prawa w dowolnym sądzie kościelnym – po uzyskaniu zatwierdzenia ad causam (zob. wyżej). Skorzystanie z pomocy adwokata kościelnego daje Ci pewność, że uzyskasz fachową pomoc.

Piszę ten wywód nie bez kozery. Niestety z uwagi tak na małą liczbę adwokatów kościelnych, jak i niewiedzą zainteresowanych, w tym jak do nich dotrzeć oraz z uwagi na brak świadomości funkcjonowania zawodu adwokata kościelnego, wielu zainteresowanych korzysta z pomocy pseudo specjalistów. Często osoby te nie miały wcześniej w rękach kodeksu prawa kanonicznego, a tym bardziej nie spełniają większości wyżej wymienionych warunków do ubiegania się o wpis na listę adwokatów kościelnych. Z tego też faktu, gdy przychodzi do nich Nowak czy Kowalski, oferują, że napiszą potrzebne pisma procesowe (opierając się na swojej wiedzy i doświadczeniu z zakresu prawa świeckiego), ale nie będą mogły udać się do sądu osobiście (oczywiście na poparcie tej okoliczności wymyślają różne, mniej lub bardziej wiarygodne, powody). Nierzadko żądają za swoją asystencję bardzo wysokich honorariów, często nie dając wiele w zamian. Tutaj też jest odpowiedź na pytanie, które postawiłem pod koniec wpisu #4 mit.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 509 784 188e-mail: biuro@kancelaria-baranczuk.pl

Czy każdy prawnik to adwokat kościelny? – cz. 1

Bartłomiej Barańczuk        01 lutego 2015        Komentarze (0)

Państwo Kowalscy są małżeństwem od niespełna roku, jednak w ich odczuciu od samego początku coś jest nie tak. To coś stanowi na tyle poważny problem, którego nie są w stanie przezwyciężyć, że ich związek małżeński trwale i zupełnie ulega rozpadowi. Pan Janusz, bo tak na imię ma nasz bohater, nie może już wytrzymać. Udał się do znanego w mieście prawnika, który do sądu zawsze ubiera się na zielono. W tym samym czasie Pani Janina skorzystała z porady poleconego przez swoją przyjaciółkę prawnika lubiącego kolor niebieski.

Klamka zapadła.

Pozew został złożony do sądu. Postępowanie o dziwo przebiegło bardzo sprawnie, w zasadzie po 15 minutach sąd orzekł o rozwiązaniu małżeństwa państwa Kowalskich przez rozwód. Nie orzekał przy tym o winie. Zaraz po opuszczeniu gmachu sądu byli małżonkowie – pomimo rozwodu istnieje między nimi jakaś wręcz niepojęta więź – zwracają się do swoich pełnomocników z prośbą o pomoc w przeprowadzeniu postępowania przed sądem kościelnym o stwierdzenie nieważności małżeństwa

Prawnik ubierający się na zielono, zzieleniał do reszty. Jednak bez mrugnięcia okiem zapewnił pana Janusza, że bez problemu mu pomoże, lecz nie chce ujawniać się przed sądem kościelnym „bo jest to źle postrzegane” przez tamtejszych sędziów… po czym dodał: tylko wie pan, panie Januszu, że to wszystko bardzo dużo kosztuje?

Również pani Janina zwróciła się do prawnika lubiącego kolor niebieski z tym samym problemem. Ten nagle przestał myśleć o niebieskich migdałach, po czym przemówił: pani Janino oczywiście, że pomogę. Jednak musi sobie pani zdawać sprawę, że ten proces nie jest łatwy. Nie wygląda to tak jak w sądzie okręgowym. Nie dostanie pani rozwodu kościelnego w 15 minut. Dlatego też widzi pani, moje honorarium będzie kilka razy wyższe, aniżeli to, które pobrałem w związku z postępowaniem rozwodowym… a! pani Janino, lepiej będzie jeżeli nie będę się ujawniał – „jest to źle postrzegane” przez sędziów kościelnych. Będę pisał w pani imieniu pisma procesowe, ale już do sądu udać się nie mogę. 

Oczywiście dla pana Janusza i pani Janiny koszty nie stanowiły w tym przypadku żadnej bariery. Przecież żyją w przekonaniu, że ich małżeństwo od początku było nieważne, dlatego też są zdecydowani co do przeprowadzenia postępowania przed sądem kościelnym, niezależnie od kosztów…

***

W analogicznej sytuacji znaleźli się państwo Nowakowie – i również pomiędzy nimi, pomimo rozwodu istnieje jakaś dziwna, telepatyczna więź. Jednakże w tym przypadku, po rozmowach ze swoimi pełnomocnikami, postanowili zaczerpnąć wiedzy z najpewniejszego źródła jakie istnieje. Tak, jest nim Internet! 🙂 Dowiedzieli się w sieci dwóch zasadniczych rzeczy, których nie powiedzieli im prawnicy należący do zielonego i niebieskiego plemienia.

Pierwszą informacją było to, że nie ma rozwodu w Kościele. Co prawda było to novum, ale jednak nie szokowało za bardzo – w końcu już na katechezie w szkole mówiono, że małżeństwo jest jedno na całe życie.

Najciekawsze było jednak to, że dowiedzieli się o istnieniu adwokata kościelnego, który chodzi do sądu kościelnego, ale nie ubiera się do niego ani na zielono, ani na niebiesko..

U Nowaków pojawiła się konsternacja: to kim w zasadzie jest ten adwokat kościelny? Czym się zajmuje?

***

A więcej na temat tego kim w zasadzie jest adwokat kościelny oraz jak prawdopodobnie będzie wyglądać proces Kowalskich, a jak Nowaków w następnych wpisach 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 509 784 188e-mail: biuro@kancelaria-baranczuk.pl